„Kiedy pieniądz danego kraju nie daje już poczucia bezpieczeństwa, a inflacja zaczyna budzić w całym społeczeństwie obawy, jest naturalne, że szuka się informacji i wskazówek w historii innych narodów, które mają już za sobą to niezwykle tragiczne i przykre doświadczenie…autorzy relacji historycznych, nie dostrzegają lub co najmniej poważnie nie doceniają inflacji jako jednej z najpotężniejszych przyczyn opisywanych wstrząsów.”

Jeden z pierwszych akapitów TEJ książki, dobrze oddaje sens dla którego zdecydowałem się opublikować artykuł na ten temat na blogu. Choć inflacji w Polsce na tą chwilę nie ma, to działania banków centralnych na całym świecie, od lat drukujących pieniądze, sprawiają, że ta inflacja może się w którymś momencie pojawić. Warto więc mieć wiedzę na ten temat, co się może wydarzyć, gdy inflacja wymyka się spod kontroli.

okładka

Publikuję kilka krótkich akapitów książki Adama Fergussona „Kiedy pieniądz umiera”, pokazujących ludzkie zachowania i odczucia w przedwojennych Niemczech i Austrii. Polecam tą książkę do przeczytania w całości, każdemu kto lubi wiedzieć ?

„…słowa takie jak „katastrofa”, „ruina”, czy „kataklizm” spowszedniały tak bardzo, iż przestały wywoływać jakiekolwiek uczucie lęku. Sam wyraz katastrofa się zdewaluował – w dokumentach używano go rok po roku, aby opisać sytuacje nieporównywalnie poważniejsze niż poprzednio.”

„W 1913 roku, tuż przed pierwszą wojną światową, niemiecka marka, brytyjski szyling, francuski frank i włoski lir miały podobną wartość – między jedną czwartą a jedną piątą wartości dolara. Pod koniec 1923 roku można było wymienić jednego szylinga, franka lub lira na 1 bln marek, ale w praktyce nikt już nie chciał kupować marek. Marka stała się martwa, stoczyła się do poziomu jednej bilionowej (0,000 000 000 001) swej poprzedniej wartości. Umierała przez prawie dziesięć lat.”

„Z początku upadek marki przebiegał stopniowo. W czasie wojny, w latach 1914-1918, jej wartość kursowa skurczyła się o połowę, a do sierpnia 1919 roku – o kolejne 50 procent. Jednak na początku 1920 roku, chociaż koszty utrzymania od 1914 roku wzrosły niecałe dziewięć razy, marka zachowała już tylko jedną czterdziestą swojej siły nabywczej za granicą.”

„Celem tej książki nie jest tworzenie analogii i prognozowanie na jej podstawie, że podobny los może spotkać każdy uprzemysłowiony, demokratyczny kraj, który wpadnie w kleszcze wysokiej inflacji, ale raczej pokazanie na przykładzie tej wyjątkowej historii, co inflacja może zrobić z ludźmi i co w konsekwencji ludzie mogą zrobić sobie nawzajem.”

„…naturalną reakcją większości Niemców, a także Austriaków i Węgrów – podobnie jak wszystkich innych ofiar inflacji – było założenie, że to nie ich pieniądze tracą wartość, tylko towary stają się coraz droższe w kategoriach bezwzględnych; że to nie ich waluta ulega deprecjacji, ale że – zwłaszcza na początku – kurs innych walut w nieuzasadniony sposób idzie w górę, windując ceny wszystkich artyklułów pierwszej potrzeby. Przypominało to sposób myślenia ludzi, którzy uważają, iż Słońce, planety i gwiazdy obracają sie wraz z Księżycem wokół Ziemi.”

„Gdy ceny rosły, ludzie nie żądali stabilnej siły nabywczej swoich pieniędzy, tylko więcej marek na zakup potrzebnych rzeczy.”

„Niemcy starali się pokryć kolosalne koszty wojny, nawołując ludzi do poświęcenia. „Oddałem złoto za żelazo” – brzmiał slogan zachęcający do przekazywania złotych ozdób i biżuterii. „Inwestuj w obligacje wojenne” – głosił apel do patriotycznego poczucia obowiązku wszystkich klas społecznych. Kolejne emisje obligacji wojennych stopniowo przemieniały większą część prywatnych niemieckich fortun w papierowe roszczenia wobec państwa.”

„Wszystkie niemieckie giełdy papierów wartościowych zamknięto na czas wojny, zatem nieznany pozostawał wpływ polityki Banku Rzeszy na rynek akcji. Co więcej nie publikowano kursów wymiany walut i tylko ci, którzy mieli kontakt z neutralnymi rynkami takimi jak Amsterdam i Zurych, mogli odgadnąć co się dzieje.”

„Muszą istnieć ludzie którzy mają pożytek z wojny, stwierdził jeden z młodych żołnierzy…właściciele fabryk stali się bogaczami – nam dyzenteria rżenie kiszki.”

„…prywatne transakcje w obcych walutach były nielegalne…”

„Pani Eisenmenger, która poszła do banku opieczętować wszystko, co jej pozostało z 20 tys. Koron, zanotowała pierwsze głosy mówiące o tym, że czeka ją ruina…”

„…właściwie jedynym sposobem pozostawała wymiana barterowa…”

„Przyglądam się nieufnie banknotom 1000-koronowym, które mi jeszcze zostały i leżą w szufladzie biurka obok paczki niewykupionych kartek na żywność. Czy przypadkiem nie podzielą ich losu, jeżeli państwo nie dotrzyma obietnicy zapisanej na każdym banknocie?”

„Meble, wyposażenie, pianina i dywany hurtowo kupowali ludzie ze „złotą walutą” – Włosi, Brytyjczycy, Amerykanie. Ostatnie kosztowności niezliczonych domów płynęły na rynek, nikt nie ostrzegał ich właścicieli, by nie rozstawali się z dobrami, których wewnętrzna wartość pozostawała nienaruszona.”

„Z drugiej strony akcje pani Eisenmenger szły do góry. Granie na giełdzie stało się modne, bo to jedyny sposób, by uniknąć utraty wszystkich pieniędzy, a być może nawet zarobić.”

„Policjantów ściągnięto z koni, które zarżnięto na Ringstrasse, a motłoch porwał gorące, krwawe mięso…Tuż obok tej bezprecedensowej nędzy przeważającej części ludności widać przejawy luksusu wśród tych, którzy czerpią korzyści z inflacji.”

„15 grudnia 1919 pani Eisenmenger zanotowała, że chociaż korona na giełdzie w Zurychu nadal spada, „wartość moich inwestycji przemysłowych urosła do poziomu, który jest wręcz niezrozumiały i od którego niemal kręci mi się w głowie”.”

„Spekulacjami na giełdzie zajmują się wszystkie warstwy ludności i ceny akcji rosną jak balony, przekraczając wszelkie granice…mój banker gratuluje mi z powodu każdego nowego wzrostu, lecz nie rozwiewa sekretnego niepokoju, jaki budzi we mnie moje rosnące bogactwo…które już sięga milionów.”

„Klasa średnia tj. Osoby ze stałymi dochodami z inwestycji lub pensji oraz urzędnicy państwowi, prawdopodobnie najmocniej ucierpiała; łatwo zauważyć, że to, co przed wojną pozwalało prowadzić całkiem dostatnie życie – mówię o dochodach do 10 marek rocznie – teraz nie wystarczy na zaspokojenie nawet najbardziej elementarnych potrzeb.”

„Niemcy musiałyby mieć niemal dwukrotnie większy przychód od tego, jaki miały przynieść najnowsze propozycje podatków. „Jest całkowicie nie do pomyślenia, żeby dało się narzucić dwukrotnie wyższe stawki podatkowe – bez wywołania rewolucji”. Inflacja umożliwiła rozwiązanie tego równania. ”

hiperinflacja1
hiperinflacja2

Źródło: nbportal.pl

Myślisz, że psychologia nie wpływa na Twoje transakcje?

Pomyśl ile czynności wykonujesz codziennie bez Twojego świadomego udziału. Nie zastanawiasz się już przecież jak oddychać, chodzić, ubierać się, wiązać sznurowadła, prowadzić samochód, czy gotować ulubioną potrawę. Dzięki temu jesteś w stanie zrobić te wszystkie rzeczy, które robisz.

Mimo to, gdy zaczynamy inwestować, dalej jesteśmy na auto-pilocie, z programami często wymagającymi aktualizacji. To co ratuje nam skórę w codziennym życiu, najczęściej rani nasze inwestycje. Nie możemy wyłączyć tych programów. Możemy natomiast być świadomi jak działają i przeprogramować je, gdy przychodzi do tradingu. Oto 4 sposoby na to, jak mózg naprowadza nas na niewłaściwe transakcje.

Błędy poznawcze

To co słyszymy, widzimy, czytamy lub w inny sposób poznajemy, nie koniecznie musi być prawdziwe. Ale mózg ma tendencję do zakładania, że tak jest.

Własne badania i dokładne testy mogą zwykle zdemaskować to co uznawane za „oczywistą prawdę”, więc wszyscy traderzy powinni osobiście sprawdzić fakty i liczby przed przystąpieniem do wykorzystania wspomnianych informacji w ich swoich inwestycjach.

To co rani nawet większą liczbę osób inwestujących, są ich własne doświadczenia. Powiedzmy, że czytasz w książce o jakiejś strategii. Wszystko wygląda dobrze i zaczynasz ją stosować. Ponosisz 5 stratnych pozycji z rzędu…Boli, prawda? Zdegustowany zaczynasz już szukać nowej strategii na to jak zarabiać na akcjach. Twoje doświadczenie, składające się z 5ciu stratnych transakcji, podpowiada Ci, że cała strategia jest nic nie warta. Ale czy na pewno? To mógł być całkiem dobry plan gry, ale już właściwie się o tym nie dowiesz. Twój umysł podjął już decyzję.

Problem w tym, że własne doświadczenia są najszybciej dostępną „bazą danych”, która niemal zawsze odnosi się do bardzo małej ilości prób. Często są to 1-2 próby, które później odpowiadają za przekonanie, że „czegoś się nie da zrobić”. Biorąc pod uwagę, że będziemy tracić w dobrej strategii jak i, że czasami możemy zarobić „przez przypadek”, przynajmniej 100 transakcji powinno się odbyć, żeby zdobyć ogólny pogląd jak dana strategia rzeczywiście się spisuje.

Wartościowe cytaty:

„Giełda to jedyne miejsce na świecie, gdzie zarabia się pieniądze za bycie cierpliwym.”

„Giełda jest miejscem transferu pieniędzy od aktywnych do cierpliwych.” – Warren Edward Buffett

Awersja do ryzyka

Bardziej odczuwamy strach przed poniesieniem straty, niż zadowolenie z zysku o tej samej wartości. Nie lubimy tracić tego co już mamy. To ma ogromne przełożenie na nasze decyzje inwestycyjne.

Kiedy zaczynamy tracić na transakcji, unikamy podjęcia decyzji o zrealizowaniu tej straty, co oznacza że otwieramy się jednocześnie na możliwą jeszcze większą stratę. Tłumaczymy to mówiąc sobie, że strata jest tylko chwilowa, a cena wróci do wcześniejszych poziomów. Lub że my mamy rację, a to rynek się myli, utrzymujemy więc stratną pozycję, która jeszcze się pogłębia. Ale nie musisz się bać strat. Nawet mając ich dużo, ciągle możesz zarabiać pieniądze. Zaplanuj kiedy bezwzględnie opuścisz pozycję, jeszcze zanim ją podejmiesz.

Wartościowe cytaty:

„Pierwsze przyznanie się do błędu, boli najmniej.”

„Ludzie, którzy unikają niepowodzeń, unikają też sukcesu.” – Robert Kiyosaki

„Rynki mogą pozostać irracjonalne dłużej niż ty możesz pozostać wypłacalny” – John Maynard Keynes

 Syndrom loterii

To potrzeba zarobienia dużych pieniędzy, bez żadnego rozsądnego planu. Hazardziści się kłaniają. Pieniądze są wrzucane na rynek, z nadzieją że szczęście się uśmiechnie i duży zysk spadnie z nieba. I nawet jak rzeczywiście duży zysk nadejdzie, jest on źródłem jeszcze większej frustracji, gdyż ostatecznie inwestor jest zupełnie nie przygotowany, na to co się ma wydarzyć później.

Błąd poznawczy polega tutaj na tym, że duże zmiany cen sprawiają złudzenie, dużych pieniędzy do zarobienia. Wybierasz więc forex lub mocno spekulacyjne spółki – jest ich mnóstwo. Jeżeli takich szukasz, znajdziesz je na pewno. Problem polega na tym, że tam nie zarobisz dużych pieniędzy. Paradoksalnie to co rośnie powoli i stabilnie, z większym prawdopodobieństwem przyniesie Ci zyski na, które czekasz. To doświadczenie przychodzi jednak z czasem.

Wartościowe cytaty:

„Kto chce się wzbogacić za dzień, będzie wisieć za rok.” – Leonardo da Vinci

”Chciwość pieniędzy jest największą przeszkodą w otrzymywaniu ich.”

 – Henry Ford

Wiedziałem vs. zrobiłem

Nasz umysł często przekonuje nas, że jeśli wiemy o czymś, to moglibyśmy to zrobić. Weźmy na przykład temat odchudzania. Większość ludzi wie, że przestrzeganie diety i regularne ćwiczenia, pomogłyby im stracić wagę. Choć rozwiązanie jest oczywiste, z jakiegoś powodu, nie znajduje realizacji. Zamiast tego taka osoba szuka nowych informacji, mówiąc „to już wiem, daj mi coś innego…”

Szukanie informacji jest często tylko wymówką do nie robienia tego co powinno być zrobione. Daje poczucie produktywnego wykorzystania czasu, ale produktywne nie jest.

Są podstawowe reguły, które inwestorzy powinni przestrzegać jeśli chcą odnieść sukces, żeby gra na giełdzie przyniosła im zarobki. Mimo to są ignorowane (gdy padną słowa „to już znam…” jakikolwiek rozwój jest niemożliwy).

Te reguły zakładają stworzenie trading planu, skupienie na wybranych 1, lub maksymalnie 2 strategiach, szybkie godzenie się ze stratami…

Jest ogromna różnica pomiędzy wiedzą na temat stop lossów, a rzeczywistym przyznawaniu się do błędów i wewnętrznym przekonaniu, że te małe stratne transakcje są czymś dobrym w moim biznesie. Zamiast pracy nad tymi najważniejszymi zasadami, większość osób dotknie tematu jedynie powierzchownie i zacznie szukać kolejnych informacji. Te informacje będą jednak bezużyteczne jeśli ich nie wdrożymy. W niektórych przypadkach powinieneś przestać szukać nowych technik (wiedzieć), a zacząć ćwiczyć i stosować te już Ci znane w praktyce (robić).

Wartościowe cytaty:

„Sukces polega na tym, by iść od porażki do porażki nie tracąc entuzjazmu” – Winston Churchill

„Sekretem czynienia postępów jest ruszenie z miejsca.” – Mark Twain

Okazuje się, że giełda to nie Biedronka. To nie dyskont do którego idziemy po to, żeby zapolować na promocje.

Giełda działa zupełnie inaczej. Inwestorzy, którzy szukają okazji do kupna bardzo tanich spółek aby tanio kupić drogo sprzedać, napotkają według mnie, jeżeli już to im się nie przytrafiło, na spore problemy, bo skąd niby mamy wiedzieć, kiedy jest już tak na prawdę tanio.

Są 3 powody, dla których odrzucam wszystkie spółki blisko dołka:

Spółki potrafią spadać o kilkadziesiąt procent, a część inwestorów uparcie wciąż będzie szukała na nich okazji do kupna. Jak na załączonym obrazku.

kupowanie tanio 1

Oczywiście w którymś momencie ten dobry moment się pojawi, ale problem w tym, że do tego czasu możemy stracić większą część naszego kapitału.

Druga rzecz jest taka, że nawet jeżeli kupimy spółkę na dołku, to utrzymanie jej jest bardzo trudne, ponieważ emocjonalnie jest to niezwykle wymagające i trzeba mieć na prawdę nerwy ze stali.

Jako przykład podam wykres akcji DUDY. Zwróć uwagę: kupno akcji w tym miejscu, czyli stosunkowo tanio – ktoś mógłby powiedzieć, to przede wszystkim wybite stopy i prawie dwa miesiące męczarni.

kupowanie tanio 2

Kupno trochę wyżej – nadal nie jest łatwo zarobić, rynek stoi w czasie, gdy zapewne inne spółki już dosyć przyzwoicie rosną.

kupowanie tanio 3

I w 3cim wariancie, kupno najwyżej – niecały miesiąc i 80% zysku!!

kupowanie tanio 4

Potwierdza to statystyka. Analizując wykresy spółek na podstawie siły relatywnej, wyniki są takie, że najlepiej rośnie to co jest silne, a dołek swoich akcji miało już dawno temu. Pokazują to testy, które potwierdzają, że te najsilniejsze spółki w długim okresie są statystycznie lepsze i dają zarobić znacznie więcej niż spółki słabe i niedowartościowane.

siła relatywna

Odnosząc to do aktualnej sytuacji giełdowej, to jeżeli dołek na indeksach nastąpił stosunkowo niedawno, ja będę się skupiał na poszukiwaniach spółek, które ten dołek ustanowiły znacznie wcześniej, niż zrobił to sam index.

Powodzenia w poszukiwaniu „drogich” okazji inwestycyjnych ?

Miłego dnia!

W czym mogą pomóc narzędzia komputerowe, jeżeli je dobrze rozumiemy?

Jeżeli jesteś na rynku wystarczająco długo i traktujesz to zajęcie poważnie, to pewnie zderzyłeś się już z problemami typu:

  • Jak dobierać odpowiednie spółki?
  • Jak nie przepuszczać pojawiających się okazji do kupna?
  • Jak szybko przeszukiwać setki spółek i wybierać tylko te, które spełniają określone kryteria?
  • Jak zebrać więcej wartościowych informacji o rynku i wiedzieć coś więcej niż inni?
  • Jak zautomatyzować większość tych działań

I mimo, że osobiście wciąż lubię przyglądać się spółkom i rynkowi „wzrokowo” przeglądając wykresy, to posługuję się również narzędziami komputerowymi „własnej produkcji”, które mogą mi to znacznie ułatwić.

Dla tych co jeszcze nie wiedzą na czym dokładnie polega moja codzienna praca, krótki wstęp:

  • Tak, posługuję się głównie analizą wykresów, choć czynniki fundamentalne nabierają dla mnie również coraz większego znaczenia,
  • Lubię wykresy, bo na nich widać emocje całego rynku. Jeżeli ma się wprawne „oko” widać trendy, korekty, widać kiedy rynek się boi, a kiedy nie potrafi już powstrzymać się w swojej niepohamowanej chęci pogoni za zyskami. Widać kiedy wchodzi duży kapitał na rynek, a kiedy zaczyna się z niego po cichu ewakuować. W okół tego można konstruować bardzo ciekawe zagrania.
  • Pracuję na programie do analizy wykresów pt. Amibroker i uważam, że jest świetny! Polecam z czystym sumieniem. Na potrzeby tego artykułu, w dalszym tekście będę odnosił się właśnie do Amibrokera, bo na nim pracuję na co dzień.
  • Nie lubię poświęcać własnego czasu inwestycjom ani ekscytować się bieżącymi newsami, stąd potrzeba automatyzacji pewnych działań.
  • Nie wierzę w magiczne formuły, narzędzia, samograje. Narzędzia mogą pomagać, oszczędzić Twój czas, ale bez właściwego rozumienia rynku, będziesz stał w miejscu.

Przechodząc dalej do analizy komputerowej warto, żebyś wiedział, że narzędzia narzędziom nie równe. Uściślając proponuję podział na kilka grup:

  • Wskaźniki
  • Skanery
  • Eksploracje
  • Narzędzia do backtestów
  • Przeoptymalizowane narzędzia do backtestów
  • Systemy do automatycznego handlu (tzw. samograje)

Zatem od początku:

Wskaźniki: Wszelkie formuły bazujące na podstawowych danych giełdowych jakie ściągamy i aktualizujemy w Amibrokerze, które „rysują” coś na wykresie. Z punktu widzenia komputera, wykres ceny jest wskaźnikiem. Wykres wolumenu jest wskaźnikiem. Inne popularne wskaźniki to MACD, RSI, Stochastic. Mój Trendomierz, BestTrend, Volumebuzz, Skumulowany Wolumen i Ulepszony Stochastic również mają funkcje wskaźników, choć dodatkowo mogą być również skanerami lub eksploracjami.

Skanery: to formuły matematyczne, które dają możliwość przeskanowania setek wykresów i „mówią” np. „jaki procent spółek jest aktualnie w trendzie wzrostowym?”. To jest dokładnie ta odpowiedź na pytanie jaką daje mi skanowanie Lepszym Trendomierzem. Generalnie bardzo przydatna rzecz, bo pozwala wiedzieć o rynku znacznie więcej niż inni. A jeżeli dobrze rozumie się konstrukcję danego narzędzia i czuje, co ono właściwie robi, to można dzięki temu zbudować całkiem solidną przewagę w inwestowaniu. Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej o moim Trendomierzu, to zapraszam do artykułu Trendomierz prawdę ci powie.

Eksploracje: formuły matematyczne, które również mają za zadanie przeskanowywać setki wykresów, lecz ich główna funkcja sprowadza się do tego, że „wyrzucają” krótką listę spółek, które spełniają ściśle określone kryteria na dany moment. Najczęściej kilka sekund wystarczy, żeby przeprowadzić taką gotową eksplorację, co oszczędza czas, w stosunku do ręcznego przeszukiwania odpowiednich wykresów. Bardzo fajna funkcjonalność, chętnie z niej korzystam. BestTrend i VolumeBuzz to potężne kombajny, stworzone głównie właśnie do precyzyjnej eksploracji spółek.

Poniżej przykład eksploracji spółek z indeksu S&P500 formułą Lepszy BestTrend. Komputer wskazał listę spółek, które są w trakcie formowania bardzo specyficznych struktur na swoich wykresach.

Tytułem uzupełnienia:

Powyższe grupy narzędzi komputerowych są według mnie ok i warto z nich korzystać, byle z głową! Wskaźniki mogą być użyteczne, o ile nie mamy ich zbyt dużo i dokładnie wiemy co one pokazują. Bo o i ile większość inwestorów wie, że Stochastic pokazuje strefy wykupienia i wyprzedania, to mało kto wie, jak on jest rzeczywiście zbudowany i co właściwie liczy. Próbują ciąć drewno nożem kuchennym i dziwią się, że nie ma efektu. Im więcej poświęcisz swojej uwagi na faktyczne zrozumienie działania danego narzędzia, tym większa szansa, że zrobisz z niego właściwy użytek. Choć cudów bym nie oczekiwał.

Ja swoje narzędzia, którymi się posługuję, traktuję jako kolejny argument na liście powodów do zainwestowania w daną spółkę w jakimś konkretnym momencie na rynku. Im więcej nazbieram tych poważnych argumentów ZA, tym większe przekonanie do podjęcia inwestycji.

Kolejne grupy narzędzi, które wymienię poniżej rozpoczynają według mnie listę tematów, w które ja osobiście nie bardzo się angażuję. O ile sam wykonałem w swojej „karierze” mnóstwo backtestów, to zawsze było to proste zbieranie danych o rynku na różne tematy, a nie przyczółek do konstruowania jakiegoś poważnego systemu inwestycyjnego. Problem z backtestami jest tego typu, że jest bardzo cienka linia, po której staje się on przeoptymalizowanym backtestem, który pokazuje wszystko co zechcesz, ale nie pokazuje rzeczywistości. Znam mnóstwo ludzi, którzy poświęcili mnóstwo swojego czasu i pracy różnym automatycznym lub półautomatycznym systemom inwestycyjnym i nic z tego nie wynikło, poza poczuciem straconego czasu. W zasadzie nie znam nikogo, kto by zarabiał na tego rodzaju podejściu do handlu. A skoro nie znam, to ja nie zamierzam być pierwszy ?

Backtesty: formuła, która ma za zadanie sprawdzić zasadność konkretnych zagrań na rynkach finansowych. Mówimy dokładnie komputerowi: kupujemy TU (po spełnieniu określonych warunków, sprzedajemy TU. Komputer skanuje za nas setki wykresów i dziesiątki miesięcy wstecz pokazując ostateczny wynik zasymulowanego portfela. Teoretycznie wygląda dobrze, „na papierze” pojawiają się jakieś kosmicznie duże procenty zysków, jakie dana strategia przynosi po latach, ale nie pojawiają się emocje na jakie wystawia nas dane granie. Z mojego doświadczenia jeżeli dana strategia pokazuje ciekawy wynik, to podziel go przez 3 i jeżeli dalej ma to dla ciebie sens, zdecyduj czy warto się tym zajmować. Ja, tak jak wspomniałem, backtesty wykorzystuję do tego, by zbierać ogólne informacje o rynku (uczyć się rynku).

Przeoptymalizowane backtesty: gdy sprawdzając dany system grania i modyfikując jego parametry okaże się, że ostateczny wynik jest lepszy gdy zastosujemy do obliczeń inny parametr średniej lub jakiegoś innego wskaźnika, wtedy prosta droga do tego, by zamiast mieć wstępnie interesujący system (plan gry), mamy system, który bardzo dobrze dopasował się do danych, na których pracujemy. Świetny sposób na to, by nieświadomie lub coraz częściej świadomie, sprzedawać marzenia niedoświadczonym uczestnikom rynku.

Samograje/roboty: najczęściej zbudowane na tych powyżej, systemy do automatycznego tradingu. Produkty podobnie z kategorii „sprzedawanie marzeń”. Nie wierzę, że ktoś kto sam nie zbuduje takiego systemu, będzie w stanie z pożytkiem dla siebie korzystać z cudzego. Druga sprawa, kto chciałby udostępniać swój skuteczny system do automatycznego tradingu i generowania zysków, jeżeli byłby rzeczywiście skuteczny?

To tyle. W kolejnym artykule podzielę się z Tobą moją codzienną praktyką związaną z wykorzystaniem już konkretnych formuł matematycznych i rozumienia rynku z ich pomocą. Na co dzień posługuje się kilkoma narzędziami. Możesz o nich dowiedzieć się więcej tu: https://dividendkingdom.pl/aminarzedzia/

Dobrego dnia!

(Artykuł przygotowany na potrzeby publikacji w EQUITY MAGAZINE wydane 38)

Świat się kurczy. W USA inwestować może już każdy.

Kiedyś wydawał się to temat zarezerwowany jedynie dla funduszy inwestycyjnych, lub dużych instytucji. Dzisiaj jako inwestorzy indywidualni mamy już pełne prawo korzystać z dobrodziejstw najbardziej rozwiniętych rynków na świecie. Przyzwyczajeni do lokalnego podwórka, często nie zdajemy sobie sprawy z możliwości jakie czekają na nas za granicą. A jest mnóstwo powodów, by możliwościami tymi się zainteresować.

Dlaczego?

A zastanawiałeś się kiedyś jakie kwoty prowizji zostawiasz co roku kupując akcje w swoim biurze maklerskim? A gdyby ta kwota mogłaby być np. 10x mniejsza? O ile % większa byłaby Twoja stopa zwrotu każdego roku? Czy łatwiej byłoby Ci prowadzić Twój biznes inwestycyjny i generować pozytywne stopy zwrotu?

10-krotnie mniejsze prowizje to żadna obietnica. To codzienność tego rynku i gigantyczna oszczędność przy prowadzeniu inwestycji. Ja w USA jestem od 6 lat. Po jakimś czasie prowadząc równolegle inwestycje na GPW i USA zdałem sobie sprawę, że robiąc dokładnie to samo, moja stopa zwrotu z USA była niemal dwukrotnie lepsza. Prowizje miały tu ogromne znaczenie, a są tym istotniejsze jeśli ktoś często handluje akcjami.

Operując w USA czasami czuję się jak za sterami helikoptera. Ponad 6000 spółek tylko na NYSE i NASDAQ. Na wyciągnięcie ręki największe międzynarodowe korporacje, globalne marki, spółki, które prowadzą stabilną politykę dywidendową. Dla przykładu Johnson&Johnson wypłaca dywidendę nieprzerwanie od 54 lat. Procter & Gamble Co. od 60 lat! Czy jest zatem coś pewniejszego na giełdzie niż to, że taka spółka zrobi Ci przelew również w kolejnych latach?

Rynek amerykański to również indeksy, takie jak S&P500. Żeby dostać się do składu tego indeksu trzeba spełnić szereg warunków. Między innymi warunek związany z kapitalizacją, czyli wyceną rynkową firmy. Minimalna kapitalizacja dla spółek z S&P500 to 4 miliardy $. Mniej więcej przy tej wartości wyceniany jest obecnie KGHM. Pozostałe spółki z rynku polskiego, które spełniają to kryterium to PZU, PEKAO, PKN Orlen i PKO BP. W USA jest ich ponad 500. Ponad 500 spółek, które nie rodzą żadnych problemów z płynnością. Można wejść i wyjść niezauważonym przez rynek, nawet jak się dysponuje kapitałem rzędu kilku milionów złotych.

Mając już super płynny rynek i mnóstwo spółek, które dodatkowo chętnie dzielą się zyskami z akcjonariuszami, jak każdego tygodnia zabieram się do wyboru tych, na których chciałbym zbudować swój portfel. Jeśli mamy jasno zdefiniowane kryteria wejścia, w Polsce zazwyczaj trzeba bardzo długo czekać na dogodny moment do zajęcia pozycji. W USA okazje podjeżdżają codziennie. Bez względu na to czy posługujesz się analizą wykresów, czy analizujesz sytuację finansową, nie powinieneś mieć żadnych problemów ze znalezieniem tych swoich idealnych, książkowych spółek lub zagrań, do których masz 100% przekonanie. Jeśli, podobnie do mnie, jesteś spokojnym inwestorem, problem pojawi się po drugiej stronie: jak z 20 świetnych spółek, każdego tygodnia wybrać te 2-3, które rzeczywiście jestem skłonny kupić. Odpowiedzią jest jeszcze bardziej rygorystyczna selekcja i zawężenie pola widzenia chociażby tylko do SP500.

Dla przykładu, według stanu na dzień 24.02.2017, przeskanowałem indeks S&P500. Aktualnie 47 spółek w trendzie wzrostowym (warunek konieczny) jest w trakcie formowania swojej bardzo wyraźnej struktury korekty, w tym:

  • 27 korekt pędzących,
  • 8 korekt płaskich,
  • 2 korekty nieregularne,
  • 10 korekt prostych,

Dodatkowo (tylko spośród S&P500):

  • 219 spółek jest w strefie wykupienia na wykresach tygodniowych,
  • 29 spółek jest w strefie wyprzedania (ważna informacja dla inwestorów, którzy kierują się wskazaniami oscylatorów)
  • 155 spółek ma P/E (cena do zysku) poniżej 20,
  • 115 spółek ma EPS >30% (poprawiło zyski przypadające na jedną akcję za poprzedni rok o więcej niż 30%),
  • 39 spółek ma stopę dywidendy przekraczającą aktualnie 4%.

Dla porównania uśredniona stopa dywidendy dla całego rynku to aktualnie 1,95%.

Źródło: http://www.multpl.com/s-p-500-dividend-yield/

Krótka sprzedaż? W Stanach to działa perfekcyjnie. Oprócz portfela dywidendowego, czasami nabieram mało optymistycznych przekonań do niektórych spółek i biznesów. Co wtedy? Otóż mam szereg możliwości na zrealizowanie scenariusza spadkowego, w tym między innymi krótka sprzedaż, czyli najpierw odsprzedanie akcji, po to by docelowo je odkupić po niższej cenie i zarobić na różnicy. Proste i przyjemne i sprawia, że bessa przestaje być okresem jedynie wyczekiwania.

Podsumowując rynek amerykański to dla mnie dzisiaj ocean nieograniczonych możliwości, z których chętnie korzystam. Sprawdziłem wszystko: GPW, forex, kontrakty futures, kontrakty CFD…jednak z amerykańskimi akcjami czuję się najlepiej. To zdecydowanie mój idealny rynek, dopasowany do mojej osobowości i oczekiwań. Ale żeby nie było za pięknie, to zdaję sobie sprawę, że dla niektórych inwestorów barierę może stanowić oczywiście język, czasami kapitał wymagany przez największych brokerów, by móc inwestować za ich pośrednictwem lub mnogość spółek, o których być może nie wiemy, aż tyle co w Polsce. Ryzyko (bądź dodatkową szansę inwestycyjną) może  stanowić także waluta lub kilka walut, w których mamy możliwość prowadzenia rachunków inwestycyjnych. Ten kierunek inwestycji zagranicznych polecam przede wszystkim prawdziwie zaangażowanym inwestorom, którzy są absolutnie pewni, że swoje inwestycje giełdowe, będą prowadzili do końca życia lub dłużej ?