Edukacja finansowa dzieci.
Jak uczyć dzieci finansów i inwestowania?
Dzieci i pieniądze.
Mam synów w wieku szkolno – licealnym. Trudno oczekiwać, żeby wiedzę praktyczną finansową kiedykolwiek wyniosły ze szkoły, czy nawet ze studiów. System szkolny nie produkuje dobrze ogarniętych finansowo ludzi. Dużo lepiej z punktu widzenia gospodarki i całego kraju, by dominująca część społeczeństwa pracowała na etacie, brała kredyty, kupowała ponad miarę, żyła od „pierwszego do pierwszego”. Stąd w mojej ocenie tak duża odpowiedzialność rodziców, nie tylko za posag, czy pierwsze mieszkanie dla swoich dzieci startujących w dorosłość, co za pewną wiedzę i schematy przekonań, na to jak działać w dorosłym życiu i jak SKUTECZNIE obchodzić się z pieniędzmi. Skutecznie, bo co innego sprawdzało się kiedyś (np. 20 lat temu gdy nasi rodzice byli w swoim primie), a co innego może działać teraz, choć pewne podstawowe zasady są niezmienne.
U mnie w domu nie rozmawiało się zbyt dużo o pieniądzach. Z jednej strony nie było tej wiedzy. Dominowała za to całkiem dobra intuicja. Zdecydowanie w kwestiach finansowych sprawniejsze w mojej rodzinie były kobiety. Moja babcia bardzo ciężko pracowała fizycznie. Dodatkowo odmawiała sobie większości przyjemności, by odłożyć na kolejny cel. Ulubionym sposobem lokowania oszczędności mojej babci były książeczki mieszkaniowe, choć z opowieści wiem, że miała również swój epizod giełdowy. Na szczęście krótki 🙂
Moja mama podobnie, bardzo silna osobowość, bardzo pracowita, niewiele potrzebowała dla siebie, po to by dać jak najwięcej innym.
U mnie pewien fundament związany z etosem pracy i obchodzeniem się z pieniędzmi został więc zainstalowany podprogowo. Bardzo pomaga, jednak to nie jest jeszcze gwarant sukcesu.
Miałem też kiedyś okazję obserwować jak wiedza finansowa przekazywana była (i jest) w pewnej bardzo bogatej rodzinie. Zostałem zaproszony na kolację, przed którą Pan domu, przedsiębiorca z ogromnymi sukcesami w biznesie i inwestycjach giełdowych, prezentował swojej rodzinie, główne zasady działania rynku i inwestowania. Żaden temat tabu, po prostu otwarte rozmowy o pieniądzach i tym co działa w inwestycjach. Bardzo mi zaimponowała ta sytuacja, ponieważ nigdy wcześniej ani później, nie byłem świadkiem czegoś podobnego.
Zatem teraz – co robię ja, żeby moje dzieci znały wartość pieniądza, swojego czasu i dobrze sobie radziły w systemie, który generuje tysiące iluzorycznych potrzeb, za które trzeba płacić. A z drugiej strony jeszcze więcej pułapek finansowych, kredytowych, inwestycyjnych.
1. Kieszonkowe raz w tygodniu, w każdą niedzielę.
Uznałem, że jest bardzo ważne, żeby dzieci posiadały własne pieniądze, liczyły je, wiedziały, że niektóre rzeczy kosztują więcej i trzeba dłużej na nie zbierać, a niektóre mniej i mogą sobie je kupić od razu. Z perspektywy rodzica ważne jest, żeby tą choćby 1/10/50 zł, przekazywać w formie pieniężnej (a nie przelewem na konto), regularnie co tydzień i bezwarunkowo, tzn. nie stosować zagrywek w stylu w tym tygodniu nie będzie kieszonkowego, bo źle się zachowywałeś. Jeżeli zobowiązujemy się przekazywać kieszonkowe to musimy się tego trzymać. Celem jest nauczenie dziecka gospodarowania swoimi pieniędzmi. Warto zacząć już od 3latka.

Korzyści na tu i teraz? Jak pojawia się potrzeba u dzieci w stylu: „Tato kup mi….” To jest prosta odpowiedź: „a masz ze sobą swoje pieniążki?” 😉
2. Monopoly imperium

Bardzo dobra gra planszowa (niestety już niedostępna w oficjalnej sprzedaży), podobna do tradycyjnego Monopoly jednak zamiast kupować hotele, kupuje się akcje amerykańskich firm. Kupione firmy układa się na wieży. Im więcej masz firm na swojej wieży, tym większą dywidendę zgarniasz przy każdym przejściu przez pole start. Genialne! 🙂 Tą grę kupiłem już ładnych kilka lat temu. Chłopaki uwielbiają w nią grać.
Mieliśmy okazję pograć również w wersję Monopoly Electronic Banking z terminalem. Jest świetna! Nie ma w niej pieniędzy, ani bankiera. Wszystkie transakcje nabija się na terminal. Bardzo wciąga młodych zawodników 😉
3. Certyfikat własności akcji amerykańskich firm.
Od czasu kiedy mój młodszy syn miał swoje 4 urodziny, rozpocząłem wręczanie im (i jednemu i drugiemu) czegoś wyjątkowego. Oprócz kolejnego zestawu LEGO, postanowiłem do paczek urodzinowych dodatkowo dołączać certyfikaty własności akcji różnych spółek (zazwyczaj dywidendowych). Akcje kupuję u siebie na swoim rachunku maklerskim i będę je trzymał co najmniej do czasu osiągnięcia pełnoletniości przez moich synów. Później liczę na to, że wykażą oni chęć rozwoju w tym temacie i będziemy mogli rozwijać edukację.
Jeśli chodzi o same certyfikaty to są one bardzo proste do przygotowania. Wystarczy stworzyć grafikę (nałożyć logo, jakieś grafiki produktów danej firmy, opisać ilość akcji, cenę, wielkość dywidendy, wydrukować i zalaminować. I gotowe 🙂


Po co ma dziecko zbierać karty z jakimiś samochodami, czy piłkarzami, jak może już budować już swój portfel akcji amerykańskich, które oprócz tego, że uczą inwestowania, pobudzają do rozmów, to jeszcze płacą co roku całkiem solidną dywidendę 🙂
Taka karta otrzymana od ojca, to jak JOKER w talii 🙂
Spółki do kupna i do obdarowania wybieram na zasadzie atrakcyjności do inwestycji ale też staram się to połączyć z tym, co znają moi synowie, lub czym się interesują w danym czasie.
Liczę na to, że za 15 lat jak przyjdą do mnie i powiedzą „Ojciec dawaj nasze akcje” to zobaczą, że 15 lat wcześniej tata kupił jakieś akcje, które były po wielokrotnie niższej cenie, dzisiaj są znacznie wyżej, między czasie wypłaciły kilkanaście tysięcy dolarów dywidendy każda. Jestem przekonany, że nie będzie już potrzeby przekonywać ich do tego, że warto w ten sposób inwestować. Cierpliwie, długoterminowo… Nie będą potrzebowali dodatkowych szkoleń, czy długich sesji mentoringowych. To wewnętrzne przekonanie będą już mieli zbudowane w sobie.
4. Rozmowy i własny przykład.
Na co dzień pracuję przy komputerze. Dzieci czasami obserwują mnie jak oglądam wykresy, dopytują co to są za wykresy. Rozmawiamy o tym jak tata zarabia, jak zarabia mama, jak to jest, że pieniądze się wypłaca ze ściany (czytaj: bankomatu), czym jest dywidenda, co to jest za znaczek % itp. Często zadaję im pytania na co teraz oszczędzają? Czasami mówię, że na coś mnie samemu nie stać, bo jest za drogie.
Jak będę bardzo bogaty, nigdy nie dam im tego odczuć. Jak będę bardzo biedny, także nigdy nie chciałbym, żeby o tym wiedzieli.
Zależy mi, żeby dzieci widziały jak pracuję fizycznie. Przy komputerze pracuję, ale równie dobrze mógłbym tracić czas. Dlatego zwykle na działce budujemy coś z drewna, majsterkujemy, sadzimy coś w ogrodzie, sprzątamy, bawimy się. Na wszystko jest czas i pora.
To moje pomysły na to jak zbudować ogarniętych finansowo synów. Jestem bardzo ciekaw co myślicie o moich praktykach. Jeżeli macie swoje pomysły to proszę też wpiszcie w komentarzu. Mam nadzieję, że będziemy się mogli wspólnie zainspirować do czegoś dobrego 🙂
Powodzenia w rozwijaniu inwestycji i dzieciaków przy okazji ;)!
Łukasz Stępień
Zbierasz cenne porady dotyczące inwestowania? Nie zapomnij zapisać się też na mój Newsletter Dywidendowy!